Sztuka Obrzeży w trzech aktach. Akt Pierwszy: Poza czasem

Po raz kolejny czas, nasz despotyczny władca, został pokonany. Pierwszy raz uznał swoją klęskę podczas premiery Poza czasem, o której pisałem już wcześniej. A Coup de grâce zadano mu podczas Festiwalu Sztuki Obrzeży.

Przedstawienie nadal jest genialne mimo wielu zmian. Aktorzy usunęli kilka scen. Niestety, w tym jedną z moich ulubionych –  pustynię. Obsada ról również się zmieniła. W Zegarmistrza tym razem wcielił się Marek Kowalski, a nie jak na premierze Janusz Porębski. Nie powoduje to jednak pogorszenia poziomu widowiska.

Gra aktorska, muzyka, światła i kostiumy nadal pozostają na bardzo wysokim poziomie. Jedyną zmianą w muzyce, którą ja zauważyłem jest użycie utworu Benego Goodmana Sing Sing Sing podczas widowiskowego popisu Juliana Waglewskiego na germen wheel. Dynamika utworu doskonale pasuje do sceny. Moim zdaniem jest zdecydowanie lepsza od premierowej. Tak jak na premierze można się zachwycać wspaniałymi podpisami akrobatycznymi oraz doskonałą pantomimą.

Skoro przedstawienie ewoluowało, to moje zdjęcia też. Wyjątkowo są to portrety w kolorze. Dlaczego portrety i dlaczego kolor? Odpowiedź jest prosta. Zwyczajnie, jedna osoba weszła mi pozytywnie na ambicję. Za to jej dziś dziękuje.

Sztuka jest dobra. Od razu widać, że jest lepiej dopracowana. Warto na nią pójść, aby uwolnić się od podłego satrapy – czasu, oraz pomarzyć wspólnie z aktorami. Gdy marzy się samemu są to tylko marzenia, a gdy marzy się wspólnie, wtedy tworzymy nową rzeczywistość.

Kurtyna!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *