Sztuka Obrzeży w trzech aktach. Akt 2: Płonące Laski 4

Spektakl w przezabawny sposób opowiada o odnajdywaniu radości życia w błahych zdarzeniach dnia codziennego. Jest bardzo lekki dzięki dużej ilości scen nasyconych wesołością. Natomiast widowiskowość zapewniają śmiałe pokazy ognia i żywiołowy taniec.

Dekoracja jest nadzwyczaj prosta. Atrapa muru, ławka parkowa, lampa i śmietnik pomalowane na różowo. Proste, a zarazem genialne. Kostiumy i rekwizyty są tak samo proste jak dekoracja, nie tak bardzo wyszukane jak w spektaklu Poza czasem czy Sen kustosza. Swoją prostotą dodają one swoistego uroku sztuce.

Gra aktorów to prawdziwe pole do popisu. Jest po prostu cudowna. Sceny z animacją ognia są rewelacyjne, budzą mój zachwyt. Dynamika tych fragmentów występu jest urzekająca. Dopracowana w każdym calu i bardzo dobrze zagrana. Nie chcę tutaj nikogo obrażać, ale osobom praktykującym fire show na ulicach Warszawy dużo brakuje do kunsztu aktorskiego grupy teatralnej „Akt”. W sztuce możemy też spotkać pełne wdzięku wolniejsze sceny. Wprowadzają trochę nostalgii za miłymi wspomnieniami. Najbardziej podobała mi się scena ze zniczem olimpijskim. Przedstawiona jest w sposób bardzo groteskowy.

Ale czym jest taki występ bez muzyki? No wałśnie, niczym. Podczas pokazów ognia posłuchamy sobie między innymi takich szlagierów jak I Feel Good Jamsa Browna, czy muzyki z serialu Bonanza. Po prostu idealnie dobrano muzykę i poszczególne sceny przedstawienia. Dla mnie mistrzostwo.

Płonące Laski 4 są idealnym antidotum na marne samopoczucie. Po występie wyszedłem rozbawiony do łez. Zachwyciły mnie pokazy ognia i ogarnęła mnie pozytywna energia płynąca ze sztuki.

Kurtyna!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *