Olimpiady Specjalne Łódź

Pojechałem jakiś czas temu do Łodzi udokumentować fotograficznie rozpoczęcie Olimpiad Specjalnych i do pomocy przy rozstawianiu sceny. Wyjazd do tego miasta nauczył mnie wielu przydatnych rzeczy.

Po pierwsze, jak jadę na jakąś imprezę plenerową to brać ze sobą worek ciuchów. Dowiedziałem się tego od Tomka, jednego z alpinistów, z którym pomagałem przy instalacji podestu. Cały czas myślałem, że całość odbędzie się w zamkniętym pomieszczeniu, a tu niespodzianka: impreza miała miejsce na powietrzu. Miałem szczęście, że nie padał wtedy deszcz i zabrałem drugą bluzę. Skończyło się tym, że tuż po przyjeździe do Łodzi od razu ją założyłem. Uratowało mnie to przed całkowitym wymarznięciem. Jednak mało mi to pomogło, ponieważ po trzech dniach moje niewyleczone przeziębienie dało o sobie znowu znać.

Drugie, czego się nauczyłem to obsługa dratwy. Tak, może to dziwne, ale obszycie ogromnej piłki białym materiałem robi swoje. Naszywanie na siebie kawałków transparentów, które zazwyczaj wiszą na budynkach nie należy do najprzyjemniejszych. Bolą łapy nawet gdy pracuje się w grubych skórzanych rękawicach. Nie szyłem tego na szczęście sam, towarzyszył mi w tej syzyfowej pracy Adam. Historia z futbolówką zakończyła się w taki sposób, że Ewa kazała spruć to, co naszywaliśmy przez blisko 3 godziny.

Od razu napiszę słów kilka o Ewie. Poznałem ją poprzez Manię. Jest ona dobrą osobą. Podziwiam ją za upór, jaki towarzyszy jej w życiu. Jej postawa bardzo dużo mi daje, że można dojść w życiu do czegoś gdy się chcę. Podczas pobytu w Faktorii Ewa miała złamaną nogę i jeździła na wózku inwalidzkim, co wcale nie przeszkadzało jej w dobrym kierowaniu przygotowaniami do imprezy. Została ona nawet nazwana przez kogoś mobilnym centrum dowodzenia.

Przygotowania poszły sprawnie i bez większych kłopotów, miałem nawet spokojnie czas zjeść i wypić kawę, co niestety rzadko mi się zdarza w mojej obecnej pracy.

Impreza zaczynała się od wprowadzenia zawodników na trybuny. Wchodzili oni zespołami reprezentujących różne województwa. Każdą ekipę wprowadzał ktoś znany między innymi Radosław Pazura.

Gdy zawodnicy się rozsiedli, zaczęły występ Jeże. Jeż jest maskotką Olimpiad Specjalnych. Został on wybrany, ponieważ jest miły i ładny, ale kiedy zostanie zraniony to zwija się w kulkę z kolcami.

Występ Jeży wyglądał tak: najpierw wjechali na trzykołowych rowerach na teren miniboiska usytułowanego przed trybunami. Jeden z nich ciągną za swoim rowerem tą nieszczęsną piłkę. Potem rozegrali mecz. Po tym jeden z Jeży rozpruł przyciągniętą przez siebie kulę i znajdującej się w niej futbolówkami rzucał w publikę. Jedno z fajniejszych zdjęć zrobiłem właśnie wtedy.

Po występie Jeżyków w palnie było wciągnięcie flagi Olimpiad na maszt, zaprzysiężenie zawodników i sędziów oraz podziękowania dla wolontariuszy. Następnie miał być pokaz sztucznych ogni i koncert.

Z fajerwerkami było dość ciekawie. Zostały one przesunięte w czasie o jakieś 20 minut ze względu na lądujący samolot. W tym czasie Jeżyki wesoło i ciekawie zabawiały zebrane osoby. Wątpię czy ktokolwiek poza organizatorami się zorientował, że to nie było zaplanowane. Z pokazu ogni sztucznych narobiłem bardzo wiele zdjęć, ale pochwalę się najbardziej udanymi.

Został mi jeszcze do opisania koncert, zespól zagrał kilka piosenek, które w mojej ocenie były nijakie. Repertuar jednak przypadł do gustu publice.  Po kilku bisach zespół zszedł ze sceny, a my w tym czasie składaliśmy flagi, pakowaliśmy nasze rzeczy do samochodów, co zabrało nam wszystkim niewiele czasu, aż sam byłem zdziwiony, że udało się to wszystko ogarnąć tak szybko.

Do Warszawy wróciłem około 4 rano, zmęczony, niewyspany i z cieknącym nosem, lecz zadowolony z dnia. Niestety nie było dane mi się wyspać, ponieważ na 9 rano musiałem być w pracy i katować się osiem godzin na rowerze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *