Planeta Lem

Twórczość Stanisława Lema zna chyba każdy. Na pewno nie jednemu z nas utkwiły w głowie takie postacie jak astronauta Pirx, Trurl i Klapaucjusz z Cyberiady, czy też profesor Tarantoga lub Ijon Tichy. Dzieła pisarza były niejednokrotnie ekranizowane, ale o przeniesieniu Lema na deski teatralnej sceny nie spotkałem się aż do dni Stuki Ulicy w Warszawie. Inspirowana twórczością pisarza, grupa teatralna Teatr Biuro Podróży w koprodukcji z Instytutem Adama Mickiewicza zaprezentowało spektakl o tytule Planeta Lem.

Dramat porusza kwestię wpływu techniki na człowieka. Wygenerowany świat przez reżysera ukazuje nam ludzkość całkowicie niesamodzielną, zguśniałą i skazaną na zagładę bez opieki swoich cybernetycznych opiekunów. Sens życia przyszłych istot ludzkich redukuje się do przyjmowania dawki halucynogenu, który wprowadza ich w złudny dobrobyt.  Akcja sztuki jest jednowątkowa na Ziemi przyszłości niespodziewanie zjawia się Ijon Tichy, który na początku bacznie przygląda się życiu naszych potomków, po czym wszczyna intifadę. Na samym jej początku ludzkość jest przychylnie nastawiona do  pomysłu podróżnika w czasie. Jednak prawda o sposobie życia ludzi dla nich samych jest zbyt bolesna. Ostatecznie rebelia Tichego upada i powraca stary ład.

Czasem po tym przedstawieniu nachodzi mnie refleksja, czy może się tak stać? Czy przepadnie nam rola ostatniego ogniwa w teorii ewolucji Darwina na koszt wysoce rozwiniętych automatów? Odpowiedzi na te dwa pytania pozostawiam czytelnikom.

Teraz możemy spokojnie już zagłębić się w stronę techniczno-wizualną widowiska.

Zacznę od gry aktorów, która jest po prostu świetna.  Bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie postać Tichego, w którą wcielił się  Bartosz Borowski. Dlaczego? Pan Borowski, jaki i reszta tragików, gara bardzo odważnie. Za przykład można wziąć scenę otwierającą dramat w której nasz współczesny walczy z robotami. Ten fragment przedstawienia obfituje w duża liczbę widowiskowych lądowań na ziemi. Możemy jeszcze zwrócić uwagę na to, że w całym przedstawieniu nie pada ani jedno słowo z ust aktorów. Pojawiają się jedynie, kluczowe dla sztuki, fragmenty z prozy Lema.

Kolejne co jest interesującego  w sztuce to cala scenografia, oświetlenie, muzyka oraz kostiumy aktorów.

Scenografia jest zbudowana z naprawdę nie wielu elementów, które mają po kilka zastosowań. Jedno z ciekawszych rozwiązań z, którym spotkałem się po raz pierwszy w teatrze to okrągły telebim, na którym są wyświetlane projekcje multimedialne, jak na przykład twarz superkomputera, służy on również czasami jako jedno ze źródeł światła.  Następnie uwagę zwracają kostiumy i rekwizyty. Są one wykonane z syntetyków, jak plastik, folia, czy też lateks. Dobór materiałów do ich wykonania, w mojej ocenie, oddaję nurt tekstów Lema. Kolejne co zachęca do obejrzenia tego widowiska są rekwizyty. TBR stosuje w swoich przedstawieniach dość proste sztuczki, nie ma wcale wyszukanych rekwizytów, w użyciu są między innymi szczudła. Na koniec muzyka. Jest to indrustrial, który idealnie pasuje do całości przedstawienia i jego charakter.

Na koniec, to widowisko należy zaliczyć do naprawdę dobrych i na te na, które trzeba koniecznie pójść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *