Swing Swing Swing

Bardzo długo nic nie pisałem na blogu. Przyczyn było wiele. Zdjęć jest dużo, a tekstu jak na lekarstwo, więc już najwyższy czas coś opublikować.

Zacznę od drugiej edycji Swing Era Festival, która miała miejsce w ostatnim tygodniu marca w Krakowie. Wraz z Manią pojechałem na ostatnie cztery dni festiwalu, podczas których odbywały się lekcje tańca.

Mieszkaliśmy w apartamentach obok rynku, właściwie było to całe poddasze z kilkoma pokojami bardzo ładnymi i zadbanymi. Mieszkali z nami też inni tancerze, wywarli na mnie miłe wrażenie. Byli to:  Kasia , Michał, Darek, Gośka, Michał i Dorota Wójcikiewicz, Piotrek, Katja, Weronika, Michał, Monika. Korzystając z okazji chciałbym im wszystkim podziękować za wspaniałe towarzystwo i zaszczepienie we mnie lindy bakcyla i serdeczną atmosferę.

Pierwsza impreza na którą poszedłem podczas Swing Ery była w Klubie Kabaret. Miejsce w okolicy starego miasta  ładna sala z dużym parkietem a nad nim antresola. Podczas tej imprezy jeszcze nie tańczyłem, bo nie umiałem.  Zamiast tego zajmowałem się rozmowami z innymi uczestnikami oraz robieniem zdjęć. Zrobiła na mnie pozytywne wrażenie  rozmowa z Michałem Kwiatkowskim na temat tańca i jego genezie. Co do informacji to zainteresowanych odsyłam do SWINGOUT.PL. Gdzie jest to wszystko bardzo ciekawie wyjaśnione.

Wszechobecne ciepłe żółte światło w sali  i wygląd tancerzy stylizowanych na lata 30  zachęcały do robienia zdjęć.

Następnego dnia były pierwsze zajęcia. Odbywały się one w  Pałacu Pod Baranami.  Duże sale i okna dawały poczucie przestrzeni. Co jest dla mnie ważne, bo nie lubię małych i ciasnych pomieszczeń.

Lekcje prowadzili Mindaugas Bikauskas i Gierde Paplaityte para pochodząca z Litwy.  Uczyli oni bardzo dobrze. Pokazali w grupie dla osób początkujących podstawowy krok, a co chyba jest zrozumiałem samo przez się, że  ja należałem do tej grupy.   Jak już  o instruktorach to najbardziej podobały mi się zajęcia prowadzone przez Daxa Hocka i Sarę Breck. Rozgrzewka u nich polegała na najprostszym wytupywaniu rytmu. Nazwał bym to tańcem bez muzyki. Po ich zajęciach taniec zaczął mi się co raz bardziej podobać. Prowadzili oni jeszcze  zajęcia wspólne dla wszystkich grup gdzie przedstawili układ taneczny połączony ze podstawami  stepowania. Na tym najlepiej się bawiłem. No i zostali ostatni nauczyciele Max Angelo Pitruzella i Tatiana Udry. Co do podejścia przez nich do uczenia jestem rozczarowany podobnie jak większość uczestników festiwalu z, którymi miałem możliwość rozmawiać.

Największe wrażenie zrobiła na mnie potańcówka w Hotelu Europejskim. Ogromna sala, mnóstwo tancerzy, dobry zespół grający muzykę na żywo oraz wiele fajnych atrakcji ale po kolei.

Pisząc to przypomniałem sobie jak Kasia robiła mi fryzurę  pasującą do stylu lat dwudziestych po raz pierwszy chyba siedziałem grzecznie na miejscu przez 5 minut. To co powstało na mojej głowie zachwyciło mnie, jedynie tylko uczucie skorupy na głowie jest na początku dziwaczne, ale po czasie można się przyzwyczaić. Ba! mało tego, nie buntowałem się przed użyciem wosku do włosów i ogromnej lakieru. Dawno temu gdy miałem jeszcze irokeza to uznawałem tylko wody z cukrem albo jajka,  z wiekiem widzę postęp w stlizacji moich fryzur.

W Europejskim potańczyłem  mam też  z tamtego miejsca udane zdjęcia. Wiedziałem, że przy tym świetle nie mam co konkurować  z Manią na ostrość zdjęć, postawiłem na rozmyte kadry, wybór był trafiony oboje mieliśmy ciekawe klimatyczne zdjęcia. Mój aparat jest słabszy od aparatu Mani, a staram się nie używać wbudowanej lampy błyskowej, bo bardzo często spłaszcza ona zdjęcia. Jedno z fajniejszych zdjęć, zrobiłem podczas pokazu instruktorów.

ł się tam też konkurs  Jack & Jill jest to konkurencja taneczna charakteryzująca się tym, że partnerzy dobierani są losowo w pary. Robienie zdjęć podczas tego konkursu było dla mnie dość trudne, mało światła, zawodnicy tańczyli bardzo szybko. Największe wrażenie zrobiło na mnie gdy podczas finału Grzesiek Herubiński wywiną szpagat.

Opisując jeszcze zabawę w hotelu chciałbym wspomnieć o innych osobach, które tam poznałem. Jedną z nich jest Marcin,  z którym paliłem papierosy  z obcinanymi filtrami i rozmawiałem o naszych wspólnych znajomych ze Starego Miasta. Kolejny osobą jest Marcin Skrzecz, któremu zrobiłem fajną fotografię gdy tańczy. Drugi Marcin bardzo fajnie opowiadał o stepowaniu. Może za jakiś czas się zdecyduje się nauczenia tej sztuki, która jest niezmiernie trudna. Poznałem tam też Pawła.

Opiszę jeszcze ostatnią zabawę podczas festiwalu, niestety nie zrobiłem na niej wielu zdjęć, ponieważ wcześniej zdążyłem zapełnić już kartę pamięci. Miała miejsce ona w Pałacu Pod Baranami, na sam jej koniec  było Lindy Cyrcle. Polega to na tym, że dana osoba lub osoby w jakiś sposób zasłużone, lub mające swoje święto stoją w środku i każdy może z nimi zatańczyć odbijając poprzedniego partnera. Jest to bardzo przyjemny widok oraz dobitnie  pokazuje to, że lindy  jest tańcem społecznym.  Tak, w ramach podziękowań, zostali uhonorowani organizatorzy. Po oficjalnym zakończeniu i wręczeniu prezentów instruktorom większość z nas przeniosła się bawić dalej do Piwnicy Pod Baranami. Było tam ciasno i duszno. Jednak zatańczyłem z Natalią, z którą najlepiej tańczyło mi się podczas zajęć.

Wspominając jeszcze wręczenie podarków, Mania zrobiła bardzo fajny portret Sarze, tak jest on trochę pozowany, mimo to zazdroszczę jej tego zdjęcia!

Pisząc o krakowskim  festiwalu chcę też napisać, to że zdjęcia z niego miałem możliwość pokazania w prezentacji multimedialnej podczas nocy muzeów w galerii Praga del Arte, dzięki uprzejmości  Jacka Szmidta.

Kończąc ten wpis chcę podziękować organizatorom oraz wszystkim uczestnikom  Swing Ery za bardzo fajnie spędzony weekend, mam też nadzieję, że w przyszłym roku spotkamy się ponownie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *