Luksografia z fototechnikum

Mieszkając jeszcze w Warszawie, robiłem porządki w biurku. Znalazłem wiele ciekawych rzeczy łączących mnie z technikum fotograficznym jak: książki o fotografii czarno- białej, zeszyty i najfajniejsze znalezisko z tamtego czasu: czarny skoroszyt A4, a w nim zdjęcia z pracowni szkolnej.

Przeglądając zawartość segregatora znalazłem takie prace jak: fotogram liścia, kilka zdjęć katalogowych, portrety z różnym oświetleniem, reprodukcje i ćwiczenie ze znaków retuszerskich.

Teraz sobie przypominam jak robiłem te nieszczęsne ćwiczenie. Prowadząca zajęcia Pani Dobosz dla kawału, a może za karę, dała mi do zakropkowania dwa kwadraty o boku 10 centymetrów inni dostali zaledwie 5×5. Jeden z nich trzeba było zakropkować ołówkiem HB, a drugi zakrywany był ołówkiem 2B. Dla osoby, która nigdy tego nie robiła, wydaje się to proste. Wziąć ołówek i już. Nic bardziej mylnego, cały tydzień siedziałem i bawiłem się w dzięcioła. Rodzina po dwóch dniach miała szczerą ochotę wyrzucić mnie z domu razem z tym ćwiczeniem. Wtedy kląłem cały świat, że muszę to robić. Dziś uważam, że dzięki temu potrafię zrobić retusz zdjęcia.

Nauczycielkę wspominam bardzo dobrze. Oprócz pracowni prowadziła jeszcze w mojej klasie przedmiot zwany materiałoznawstwem. Do nauczania podchodziła z dużym poczuciem humoru. Nie raz zdarzyło się, że rzucała w co bardziej nieznośnych uczniów kredą lub gąbką, jednak pomimo wesołej atmosfery na lekcji bardzo dobrze potrafiła przekazać wiedzę.

Wracając do zawartości zeszytu. W jednej z koszulek znalazłem swoją pierwszą luksografię. Tłumacząc najprościej jest to bezpośrednie naświetlenie materiału światłoczułego, zakrytego przez położone na nim materiały o różnej przezroczystości. Tak naprawdę można użyć wszystko co się chce.

Pamiętam, że nie miałem pomysłu na kompozycję. Niektórzy kładli swoje dłonie na papierze albo wybierali z pudełka, która przyniosła nauczycielka, skrawki materiału czy inne tego typu cuda. Natomiast ja przez jedną trzecią zajęć łaziłem od jednej ciemni do drugiej, rozmawiałem kolegami i ogólnie robiłem wszystko by się za to nie zabrać. Gdy zostało do końca zajęć 45 minut zajrzałem do pudła gdzie prawie nic już nie było. To co znalazłem wysypałem jak leci na papier światłoczuły i wsadziłem pod powiększalnik.

Dając do oceny nauczycielce miałem przeczucie, że dostanę lufę, jednak nie. Ocena bardzo dobry i dopisek ,,bardzo ciekawa kompozycja”. Spoglądając na ten naświetlony papier mam zamiar przy najbliższej okazji porobić sobie fotogramy. Pracę nad nimi planuję w Warszawie, bo tam mam cały szpej ciemniowy, a to co zrobię umieszczę w najbliższym czasie na stronie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *